Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for the ‘Włochy’ Category

Rzym

W Rzymie na Campo di Fiori piłyśmy wino, przy Fontanna di Trevi jadłyśmy winogrona. Choć był październik, słońce świeciło nieustająco, a my jadłyśmy lody bez końca. W Rzymie Rzepka chciała mieć zdjęcie przy każdym kamieniu, więc szłam i ja pod oko migawki. Wtedy jeszcze nie miałam mani fotografowania każdego kąta miasta i wszystkich okien. Hostel, w którym spałyśmy był super tani i tak wyglądał, jak kosztował. Do dziś, porównując standard hoteli, odnośnikiem jest Casa Olmata, czyli apartament we włoskim stylu;-) Zdjęć pozostało niewiele, ale wspomnienia są wciąż żywe.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Rzym, Październik 2007

Reklamy

Read Full Post »

Werona, małe, przytulne miasto na północy Włoch wciąż jest najbardziej znane dzięki Julii i Romeo. Setki turystów dziennie odwiedza  słynny Casa di Giulietta, zapominając, że bohaterowie szekspirowskiego dramatu są postaciami fikcyjnymi. Dom Julii mieści się przy ulicy handlowej Via Capello 23 . Zaraz przy bramie jest skrzynka pocztowa Posta di Giulietta, a w korytarzu prowadzącym na dziedziniec, ściany zapisane są doszczętnie inicjałami, sercami i wyznaniami miłosnymi.

Nieco mniej estetyczne są wyżute gumy do żucia przyklejone do tychże ścian. Sam dziedziniec jest niewielki. Najwięcej emocji budzi oczywiście balkon, na którym co chwila pojawia się inna niewiasta, by przez sekundę poczuć się Julią. A Romeo wcale nie wyczekuje na dole, a cierpliwie robi fotki.

Na placu stoi też, wypolerowany ludzkimi rękoma,  posąg Julii, przy którym mężczyźni chętnie pozują, obejmując chciwie piersi Julii. Są tu też bramy, na których, nieznani z imienia i nazwiska kochankowie, przykuwają kolorowe kłódki z inicjałami.

Miejsce ma swój urok i czar.

Zabiegani  w codziennym życiu, czasem zagubieni, często  zaplątani w znajomości realne i wirtualne, przyjeżdżający tu ludzie, wciąż wierzą w prawdziwą miłość i poświęcenie.

Przyjdź nocy czuła, cicha, czarnobrewa, daj mi Romea
A kiedy już umrę, weź go i potnij na małe gwiazdeczki,
co tak upiększą twych niebios oblicze,
że świat cały zakocha się w nocy i czcić przestaną jaskrawy blask słońca…

 


Nieco mniejszą popularnością cieszy się Dom Romeo. Oddalony zaledwie kilka minut spacerem od Domu Julii, świeci pustkami.  Ale Werona to nie tylko legenda kochanków. Tutaj znajduje się też wspaniała Arena. W sobotnie popołudnie, odbywało się akurat pokonkursowe spotkanie włoskich chórów. Ku mojej wielkiej satysfakcji, odśpiewują znane arie na sto i więcej głosów. Akustyka, jak to w amfiteatrze, jest fenomenalna. Wypełniona muzyką, bez mapy i przewodnika, idę na spacer po Weronie. Miasto jest niezwykle zadbane i czyste. Mnie najbardziej podobają się okiennice przyozdobione kwiatami. W Weronie też jem najlepsze lody pod słońcem. Pytam Panią, wskazując na jeden ze smaków: „Czy te są nutella??Nie, kręci głową. To są nutella, z białą czekoladą, karmelem, orzechami laskowymi i ciasteczkami. Ach… Nie pytajcie, czy jadłam;-)

Werona, Kwiecień 2012

Read Full Post »

Wenecja, czyli miasto na wodzie jest unikatowa. Tutaj  trzeba przyjechać, bo to miasto inne niż wszystkie,choćby ze względu na to, że brak tu samochodów, a zwiedza się pieszo lub korzysta z transportu wodnego (gondole, taksówki, tramwaje). Wenecja wydaje się być maleńka, ale tak naprawdę  obejmuje aż sto osiemnaście wysepek. Niegdyś potęga handlowa, polityczna i kulturowa, wciąż ma wiele do zaoferowania, a czasy świetności widać choćby we wspaniałej architekturze, która stanowi zlepek sztuki Wschodu i Zachodu, gotyku, renesansu rzymskiego i przepychu barokowego.

Do Wenecji przybyłam pociągiem z Werony i zaraz po wyjściu, moim oczom ukazał się kanał wodny, z czekającymi  na pasażerów taksówkarzami.  Patrząc na mapę, mam wrażenie, że Plac św. Marka jest oddalony od dworca siecią uliczek i kanałów nie do pokonania. Nie zrażona tym faktem, spokojnym krokiem, zmierzam do centrum Wenecji. Kilkugodzinny spacer uatrakcyjniam sobie małymi kawkami i croissantami w niezliczonych kawiarniach. Zagubiona w weneckich uliczkach, niczym w labiryncie, gubię się i odnajduję chyba ze sto razy.

Nie ulega wątpliwości, że pierwsze spojrzenie na Plac św. Marka  robi piorunujące wrażenie. Napoleon nazwał plac „najpiękniejszym salonem świata”. Nic dziwnego, gdyż tu wznosi się średniowieczna  Basilica di San Marco,  olśniewający Palazzo Ducale, wieża zegarowa Torre dell’Orologio, wzdłuż ciągną się arkady Procuratie Vecche i Procuratie Nuove, a nad wszystkim góruje Kampanila, czyli dzwonnica, z której przy dobrej pogodzie można podziwiać panoramę  laguny.

Z placu św. Marka można przejść wąskimi uliczkami do mostu Rialto, gdzie warto przystanąć na chwile, by popatrzeć na przepływające  po  Grand Canale łodzie. W okolicach Rialto, w wąskich uliczkach i placykach, znajdują się liczne sklepiki, w których można kupić pamiątki, złoto i skórzane torebki. Innym, sławnym spośród czterystu mostów, jest Ponte dei Sospiri, czyli most Westchnień, który jest najlepiej widoczny z Riva degli Schiavioni, czyli szerokiej promenady biegnącej wzdłuż Basenu św. Marka.

W Wenecji warto także odwiedzić kościół San Giorgio Maggiore, muzeum Ca’ d’Oro, czy Scuola Grande di San Rocco, choć tak naprawdę, żeby zaliczyć wszystkie galerie i muzea potrzeba by wielu dni, bo tak bogata w sztukę jest Wenecja.

Venezia ma klimat i duszę starego miasta.  Spoglądające zewsząd maski, nieustannie przypominają, że to tu odbywa się Carnevale, czyli pochody i parady w kostiumach z epoki, parada gondoli, pokazy sztucznych ogni oraz bale kostiumowe.

Jako, że podróżuję sama, nie decyduję się na przejażdżkę gondolą, za to kupuję bilet na vaporetti  i tym zatłoczonym do granic możliwości pojazdem, płynę wzdłuż Wielkiego Kanału, co wymaga cierpliwości, gdyż przystanków jest sporo, a turystów jeszcze więcej. Nie mniej jednak przejażdżka to niepowtarzalna i pozwala poczuć się wenecjaninem.

W Wenecji, jak i w całych Włoszech, trudno uniknąć obżarstwa. Cóż tu pisać, kanapki, pizza, makarony, owoce morza, no i lody. Słynne gelaterie oferują najlepsze na świecie lody w zbyt wielu smakach;-) Moimi ulubionymi stały się te o smaku nutelli.

W północnej lagunie weneckiej, znajdują się małe wysepki, do których łatwo i wygodnie można dopłynąć vaporetti. Ja wybrałam się na Murano i Burano.  Pierwsza  z nich to słynny już od średniowiecza ośrodek produkcji szkła, skąd pochodzi weneckie szkoło. Druga, Burano to mała osada rybacka, która słynie z koronek i kolorowych domków. To właśnie tu podoba mi się najbardziej, bo ja kolorowa dziewczyna jestem, więc i kolory mnie przyciągają. Tutaj spacerując  wśród kolorowych uliczek, można podziwiać niezwykle zadbane domki, ozdobione kwiatami okna, pięknie polakierowane drzwi i okiennice, a ponad głowami obowiązkowo suszy się  pranie.

Wenecja, Kwiecień 2012

Read Full Post »