Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for the ‘Laos’ Category

Z Vang Vieng do Vientiane to zaledwie 4 godziny autobusem. Mam zamiar spędzić tu tylko jeden dzień, bo wieczorem jadę już do Wietnamu. Rano po śniadaniu idę wypłacić pieniądze z bankomatu. Maszyna nie dość że nie wypłaca mi pieniędzy, to jeszcze zabiera bezprawnie kartę. Na bankomacie zero informacji po angielsku, jak postąpić w takiej sytuacji. Miejscowi pomagają mi zadzwonić do banku, ale nikt nie odbiera, bo jest niedziela. Jakiś chłopak zawozi mnie do głównego oddziału i tam znowu telefony. W koncu ustalili, że około 13 ktoś podejdzie i otworzy bankomat. Siedzę więc i czekam zamiast zwiedzać. W międzyczasie sprawdzilam konto i oczywiście mnie skasowali 🙂 Odzyskuje kartę, ale w sprawie pieniędzy mam się zgłosić do banku jutro o 14. Ponieważ za parę godzin opuszczam Laos, znowu wydzwaniam, tym razem do irlandzkiego banku. A tu oczywiście luz, wszystko załatwią – dont worry Katriazyna, have a nice trip 🙂 No to się nie martwię. Idę na obiad, zakupy na podróż i znowu czekam. O 18 w pięknym autobusie z miejscami leżącymi opuszczam Vientiane. Podróż do Hanoi ma trwać minimum 24 godziny 🙂

Good bye Laos 🙂
image

Vientiane 5 Maja 2013

Read Full Post »

O Vang Vieng nie przeczytałam wiele pozytywnego, ale i tak tam pojechałam. To takie miejsce w Laosie, gdzie ludzie jadą żeby się upic na dętce podczas spływu Mekongiem. Nazwali to tubing i przez lata tłumy jechały by uprawiać ten ‚sport’. Oczywiście lokalni zwęszyli interes i na brzegu Mekongu sprzedawali alkohol. Ze statystyk wynika , że conajmniej raz w miesiącu jedna osoba ponosiła śmierć w czasie zabawy. Rząd ukrócił kilka miesięcy temu tubing i wszyscy nielegalni sprzedawcy alkoholu oraz bary i platformy do skoków w promieniu 15 m od brzegu rzeki, musialy zniknąć. Dziś jest już o wiele spokojniej, ale chętni nadal są.
Samotny spływ na detce
image

Inną konsekwencja spływu na detce jest przemiana wioski w miejsce rozrywki. Restauracje i kawiarnie oferują leżące miejsca, na ścianie ogromny telewizor, na ekranie którego można oglądać bez przerwy Przyjaciół lub Simpsonow, hamburgery, pizza z grzybkami i beerlao. Chętnych nie brakuje, przedział wiekowy 20 lat. Jak dla mnie to za bardzo rozrywkowe miejsce, ale podobno teraz to już nic w porównaniu z tym, co się tu działo parę miesięcy temu. Cóż, ja na tubing nie idę, omijam restuaracje z telewizorem i znajduję fajny hostel z przyjemnym widokiem poza centralna ulicą.

image

W Vang Vieng można spędzić czas miło i nie ulec masowej rozrywce. Biura podróży oferują kajakowanie, trekking, wspinaczkę po skałkach, zwiedzanie jaskiń, wycieczki rowerowe lub na quadach i lot balonem. I po co komu tubing?
image

Niestety, niewiele osób wspomina, że w Vang Vieng widoki są spektakularne. Wapienne skały porośnięte bujną roślinnością tworzą bajkowy  widok. Można patrzeć się godzinami i nigdy się nie nudzi.
W VV można polecieć balonem, więc zaraz następnego dnia idę na lot. Pierwsza próba nieudana, bo rozpadło się w sekundę, choć balon już był gotowy. Po południu wciąż było zachmurzone, ale lecimy. Jest gorąco jak w piekle i ciasno. Krecimy się w kółko, bo każdy chce mieć zdjęcie z widokiem i z balonem. A tak se ne da 🙂 Lot balonem jest spokojny i  adrenalina na normalnym poziomie, więc ten sport nie dla mnie. Ale było miło.
image

image
image

image

image

Kolejnego dnia wybrałam się na całodzienną wycieczkę rowerem. Jechalam kamienista drogą przez wioski i oglądałam niezwykle skały, wyrastające przede mną zza zakrętu. Pomaranczowa droga ciągnie się kilometrami, a ja jadę. Pojechałam też na Błękitna Lagune oraz do jaskini Pu Kham. A trzeciego dnia poszłam na skałki się wspinać. Nigdy tego nie robiłam wcześniej, ale miałam przeczucie, że mogę. Dałam radę i bardzo mi się podobało. W VV miałam spędzić góra dwa dni, byłam cztery. Czasem nie warto ulec opinii innych i samemu sprawdzić, co w trawie piszczy 🙂
image

image

image

image

image

image

image

image
image

image
image

Vang Vieng 01-04 Maja 2013

Read Full Post »

Zawsze sobie myślałam, że jak już los da i pojadę do Laosu to muszę obejrzeć kamienne sloje. Los dał, jestem w Laosie, jadę do Phonsavan. Z Luang Prabang to tylko 6 godzin busikiem. Sama miejscowość to żadna rewelacja. Szare, bure miasteczko z jedną główną ulicą, kilkoma hotelikami i restauracjami. Wieczorem z Holendrem i Anglikiem lecimy do innego hotelu znaleźć chętnych na wycieczke z przewodnikiem na Równine sloi. Koniec końców montujemy 10 osobową grupę – holenderska para, Brazylijka, amerykański hindus, troje Finów i my. Dwie agencje, po przeciwnej stronie ulicy, oferują nam to samo, ale za różną cenę. Zaczynamy negocjacje. Pech chciał, że rozpętała się burza. Ale biegamy przez ulicę tam i z powrotem, bo cena spada po obu stronach ulicy. W końcu przemoczeni, uzgadaniamy cenę, pan dorzuca obiad i płacimy. A cała ta walka była kwestią 2 dolarów na głowę – tyle mniej wytargowalismy. Może to Wam się wydawać śmieszne, ale tutaj to ma znaczenie i każdy dolar to w końcu dolar 🙂
W Phonsavan mieści się biuro MAG (Mines Advisory Group), organizacji pozarządowej zajmującej się usuwaniem niewybuchow oraz oznaczaniem ścieżek i edukacją miejscowej ludności. Niewybuchy, przede wszystkim bomby kasetowe, to pozostałości po wojnie wietnamskiej. Przez Laos przebiegał szlak Ho Chi Minh, którym transportowano z Wietnamu Północnego do Południowego żywność, broń i ludzi potrzebnych do walki z Wietnamem Południowym i Amerykanami. USA w latach 1954-1975 zrzucilo na Laos około 2,5 ton bomb, z czego szacuje się , że około 30 % nie wybuchło. I do dziś mieszkańcy borykają się z tym problemem, który jest przyczyną ich ubóstwa. Okazuje się, że nie są w stanie uprawiać ziemi że względu na niebezpieczeństwo wybuchu. Wielu ryzykowalo i ponieśli śmierć lub zostali okaleczeni. Największą grupę poszkodowanych stanowią dzieci, które bawią się niewypalami, gdyż niektóre z nich wyglądają po prostu jak piłki. Bieda z kolei spowodowała, że ludzie zaczęli zbierać na tych terenach żelastwo, które oddawali na złom za pieniądze. Dziś jest już to zakazane. A czemu o tym piszę? Tereny na których znajdują się słynne sloje to tereny powojenne. Dziś bezpieczne są trzy skupiska sloi, gdyż tereny te w 2004 zostały oczyszczone przez MAG, aczkolwiek musimy spacerować w wyznaczonych ścieżkach pomiędzy betonowym blokami oznaczonymi kolorem białym.
image

Co do samych kamiennych słoi, to mimo wielu teorii ich przeznaczenia, nadal pozostaje tajemnicą, po co je stworzono. Legenda mówi, że tereny te były kiedyś zamieszkiwane przez olbrzymów. Ich król Khun Cheung, rozkazał je wybudować po zwycięskiej wojnie, w celu warzenia wina lao lao, którym świętowano zwycięstwo.
Są oczywiście teorie archeologiczne, ale zgodności i pewności nie ma, czy były to urny grzebalne, czy naczynia do przechowywania żywności lub wody.
My z naszą ekipą odwiedzamy grupę slojow nr 1, największe skupisko, liczące około 250 różnej wielkości urn. Tutaj znajduje się najwiekszy z odkrytych, na który się wdrapalam, bo byłam ciekawa, co w środku. Brudna woda i śmieci. Ludzie są bez wyobraźni. I kilka foteczek z Doliny Slojow.
image

image

image
Ta dziura, którą widać na zdjęciu, to po wybuchu bomby.
image
A kuku 🙂
image

Phonsavan 27-29 Kwiecień 2013.

Read Full Post »

image

Rany przyschly – czas ruszyć dalej. Rano jadę mini busem do Chiang Khong, miejscowosci na granicy tajsko – laotanskiej. Miły pan kierowca zatrzymuje się w Chiang Rai na 20 minut, dzięki czemu oglądam znajdującą się tam świątynię Wat Rong Khung. Jak dla mnie kicz, ale może komuś się spodoba.

image

Po południu dojeżdzamy do celu. Najpierw pieczątka wyjazdowa z Tajlandii. Przeprawa na drugą stronę rzeki, potem długi postój w kolejce po wizę i już spaceruję w Laosie. Rano kupuję bilet na dwudniowy rejs Mekongiem do Luang Prabang. Wybieram slow boat, dla porównania dodam, że speed boat pokonuje tę trasę w 6 godzin. Mimo że łódź odpływa o 11.30, zajmujemy numerowane miejsca już o 9. O 11 okazuje się, że jest nas za dużo i druga łódź musi płynąć, a numerki nie mają znaczenia. No to po co je robili ? Ku zaskoczeniu wszystkich, nawet chyba sternik się zdziwił, odplywamy tylko z kilkuminutowym opóźnieniem. I zaczyna się – jedzenie, picie, gry w karty, śpiewy, łażenie po łodzi tam i z powrotem, opowieści dziwnej treści 🙂 Jest głośno i wesoło. Po południu doplywamy do Pagben i tu zostajemy na noc. W wiosce nie ma absolutnie nic oprócz guest housow i restauracji, w których na śniadanie można zjeść świeżą bagietke lub babeczke czekoladowa. W środku dżungli to jest niezłe zaskoczenie. Rano od nowa. Dziś plyniemy od 9.30 do 17.30. Krajobraz jest niezmienny – pomarańczowy Mekong, zielone wzgórza i skały po obu stronach. Im dalej tym piękniej.
image

image

Luang Prabang to dawna stolica kraju, dziś odrestaurowana, zupełnie nie przypomina azjatyckiego miasteczka. Jest czysto i spokojnie. Piękne hotele butikowe z pomyslowymi aranżacjami kwiatów to wizytówka miasta. Jeśli życie w gdzieś toczy się leniwie, to na pewno tutaj.
image

image

image

Codziennie rano o 5.30 odbywa się karmienie mnichów. Niestety lokalni sprzedali ten rytuał i zamiast sami siedzieć i obdarowywac, sadzaja turystów, którzy za to płacą. Gdy mnisi zejdą z głównej drogi odbywa się inne karmienie – na ulicy siedzą dzieci z plastikowymi torbami do których mnisi wrzucają to, co właśnie otrzymali. I gdzie tu sens ?

image

image
image

W okolicach Luang Prabang jest wiele wodospadow. Ja wybieram się na Kuang Si. Co tu pisać – cudo 🙂

image

image

image

Mnich też czlowiek 🙂

image

Wlazlam na szczyt wodospadu, bo nigdy nie widziałam jak spada. A na górze piękne jeziorka.
image

image

Mimo iż wydawało mi się , że jeszcze długo nie wsiade na łódź, zaraz następnego dnia poplynelam zobaczyć jaskinię Pak Ou, w której znajduje się kilka tysięcy maleńkich figur Buddy.
image

image

image

W wioskach Hmongow są śliczne dzieci. Niestety zrobienie fotki bez zapłaty lub zakupu jakiejś pamiątki ze straganu jest niemile widziane i dzieciaki przepedzaja intruza. Mnie również pogonily:-)
image

W Luang Prabang na nocnym markecie było przepyszne jedzenie – grilowane ryby i mięso oraz bufet do wyboru do koloru. Obzarstwo trwa 🙂
image

A wieczorami piękne zachody słońca nad Mekongiem i śpiewy mnichów.
image

image
Luang Prabang 22-25 Kwiecień 2013

Read Full Post »