Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for the ‘Varanasi’ Category

Varanasi mowia, to esencja Indii, ale nie moze byc inaczej, gdyz to jedno z nastarszych miast na swiecie.  Tutaj zycie toczy sie swoim rytmem wyznaczanym przez ceremonie poranne i wieczorne.  Choc przez kilka dni, ktore tu spedzam nad miastem unosi sie mgla, nie psuje to krajobrazu, a wrecz dodaje miastu tajmniczosci i magii. W Varanasi zycie skupia sie wokol ghatow, czyli schodow prowadzacych do rzeki Ganges. Od tysiecy lat uwazana przez wyznawcow hinduzimu za swieta, za rzeke matke, ktora jest obietnica zbawienia. Wierni z calego kraju przybywaja, by zanurzyc sie w jej wodach, aby zmazac swoje grzechy; szepcza modlitwy i modla sie, by ich prochy spoczely wlasnie w wodach Gangi. Rzeka ta jednak sluzy nie tylko do ablucji. Tutaj ludzie kapia sie, piora odziez, myja naczynia,a krowy i kozy plywaja. Nad Gangesem, w Dashashwamedh Ghat, co wieczor o 19 odbywa sie ganga aarti, nazywana popularnie tutaj puja, czyli hinduistyczny obrzed religijny, podczas ktorego sklada sie ofiare bostwu. Jest to niesamowite widowisko. Po jednej stronie, na specjalnych podestach, twarza do rzeki stoi 7 braminow, a po drugiej 5.  Odswietnie ubrani, dokonuja ceremoni –  podnosza po kolei zapalone lampy, kadzidla, swieczniki, pawie piora, zgodnie z kierunkiem wskazowek zegara kresla w powietrzu znaki na cztery strony swiata. Woda, powietrze, ogien i ziemia. A wszystko to przy akompaniamencie muzyki granej na zywo i mantr wychwalajacych rzeke Matke. Zapach kwiatow i kadzidel miesza sie wraz z podziwem i niedowierzaniem.   Obrzed mozna obserwowac ze schodow lub z lodzi. Ogladajac ma sie wrazenie, ze choreografia zostala dokladnie przemyslana, a chlopaki spedzili godziny trenujac symultaniczne podnoszenie swiecznikow. Kto wie? Na ghatach dokonuje sie jednak jeszcze jedna ceremonia. Palenie cial. Pale drewna unosza sie do nieba. Niektore stosy dopalaja sie, inne dopiero sa ustawiane. Pierwszy raz patrze na stos przez 10 minut, zanim zdaje sobie sprawe, ze tam w srodku, pomiedzy balami drewna lezy cialo zmarlego. Dym unoszacy sie z palonych stert dusi w oczy, ceremonie pogrzebowe trwaja non stop. Bedac w Varanasi trzeba przeplynac sie lodzia. Naganiacze na lodz pracuja nieustannie. Ja ide o 6 rano, bo chce zobaczyc wschod slonca z lodzi. Pan z czerwonymi od zucia paanu ustami i resztkami zebow, oferuje mi ‚cheap price’, czyli 300 rupii za godzine na lodzi. Do tego uswiadamia mnie, ze to jest indyjska cena, bo cena dla turysty to 1000 rupii. Twardo mowie mu, ze 100 rupii za godzine, bo wiem, ze tyle to tu kosztuje. Co kilka minut schodzi o 50 rupii, az w koncu dochodzi do 100 rupii i dodaje – last price. Usmiecham sie do siebie. Plyne lodzia, obserwuje poranne czynnosci wiernych. Zza horyznotu powoli wylania sie pomaranczowa kula, a setki ptakow unosza sie na skrzydlach. I jest tak blogo, woda spokojna, mgla otacza lodzie i chce sie plynac i plynac. Poza ghatami w Varanasi zycie jest chaotyczne i glosne, jak w innych indyjskich miastach. Tutaj stare budynki pna sie wysoko, tak, ze nie widac nieba. Waskie uliczki mieszcza wiecej, niz wydaje sie to mozliwe. Jest tloczno i ciasno. Piesi, krowy, motocyklisci, a po bokach sklepikarze, nigdy nie tracacy nadziei, ze cos sie u nich kupi. Jest i wojsko, ktore broni dostepu do hinduistycznej swiatyni Kashi Vishwanath, poswieconej bogu Siwie. Kiedy wieczorem siedze w Blue Lassi i pije najlepszy owocowy jogurt na swiecie, tuz przed moimi oczami, uliczka biegna ludzie z bambusowymi noszami, na ktorych przykryte pomaranczowym lsniacym materialem, spoczywa cialo. Po chwili ta sama uliczka przejezdza pan mlody na bialym koniu. Wlasciciel mi mowi, ze to sie nigdy nie konczy. Tak jak zycie. Varanasi jest niezwykle zywe, wibrujace kolorami i zapachami, wirujace niezwykla atmosfera zycia i smierci. Kiedy rano opuszczam miasto,  z dachu mojego hotelu spogladam ostatni raz na ghaty. Lodzie plyna, ciala plona, a dzieci nadal beztrosko puszczaja latawce.

Varanasi

Varanasi

Lodzie/Boats

Lodzie/Boats

Wierni z Rajasthanu/ Rajasthani prayers

Wierni z Rajasthanu/ Rajasthani prayers

IMG_3527

Nad Gangesem/ At the Ganga river

IMG_3494

IMG_3385

Krowa tez potrzebuje kapieli/Even cow needs a bath

IMG_4136

Puja

IMG_4144

Puja

 

Puja

Puja

 

IMG_4192

Wierni w czasie wieczornej ceremonii/ Prayers at the night ceremony

Plywajace kwiaty/Floating flowers

Plywajace kwiaty/Floating flowers

 

W czasie ladowania zdjec, kolejna karta padla. Coz, wiecej zdjec z Varanasi nie bedzie;-)

Przypomnialo mi sie za to, ze w Varanasi glownym celem wszystkich naganiaczy jest zabrac cie na przejazdzke lodzia. Slowo BOAT slyszy sie milion razy dziennie. Ide wzdluz ghatow i kolejny lodziarz, a wogole to chyba boaciarz (wymyslilam sobie taki polsko-angielski wyraz) namawia mnie na lodz:

  • Madame, boat??? – pyta boaciarz.
  • No, thank you… – odpowiadam.
  • Boat?   – nigdy sie nie poddaja za pierwszym razem, bo a nuz zmienie zdanie;-)
  • NO thank you!!! – odpowiadam nadal milo i lagodnie.
  • Madame, I have boat… – nie ustaje.
  • I was on the boat in the morning… – tlumacze Panu.
  • Madame… – taki proszacy glos.
  • I had a boat… – probuje inaczej.
  • Patrzy, milczy…. wiec probuje jeszcze raz…
  • Me…. boat… morning… – prosciej mysle, prosciej.
  • Zero reakcji…
  • Na migi wskazuje na siebie, lodz i Ganges…. – w ruch poszly rece.
  • Milczy, ja mam dosc, odwracam sie i odchodze, ale slysze za soba…
  • Madame… – urywa…
  • Odwracam sie, a On na to:
  • I have boat….

Varanasi, 25-31 Stycznia 2013

Reklamy

Read Full Post »