Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Grudzień 2012

Ajanta

Drugim kompleksem swiatyn, ktory zwiedzam jest Ajanta. Z Aurangabad jade prosto do celu autobusem okolo 3 godzin. Miejsce to jest bardziej skomercjalizowane od Ellory, co widac po ilosci kramow z pamiatkami.

Jaskinie Ajanta to 30 grot wykutych w skale na wysokosci kilkuset metrow pomiedzy II wiekiem przed nasza era, a VII wiekiem naszej ery. Jaskinie polozone sa w kanionie, przez ktory przeplywa rzeka,  jednak o tej porze roku, rzeki brak, a cala okolica jest wyschnieta. Wewnatrz jaskinie ozdobione sa hinduskimi rzezbami bogow Siwy czy Ganesha, freskami obrazujacymi opowiesci religijne i sceny z zycia swieckiego, a takze niesamowitej wielkosci posagami Buddy. Wchodzac do kolejnej swiatyni, odnosilam wrazenie, ze kazda jest taka sama, ale jednak rozna. I znowu uwage przykluwaja detale i precyzja z jaka zostaly wykute posagi, filary, fasady i stupy. Obecnie otwartych dla zwiedzajacych jest tylko 26 jaskin. Mnie do gustu przypadla najbardziej… ostatnia. Po zwiedzaniu, zmeczona upalem i tlumem, ide na wzgorze, z ktorego rozposciera sie widok na jaskinie i wodospad, ktorego akurat nie ma, bo susza;-)

image

image
image

image

image

image

Ajanta, 29 Grudzien 2012

Read Full Post »

Ellora

Jaskinie Ellora położone są 30 km na północny zachód od Aurangabadu . Z Goa z Arambol to długa podróż. Najpierw idę na przystanek autobusowy jakieś 15 min, potem jade autobusem około godziny do Mapusa, następnie z Mapusa do Panjim 20 min, a potem jeszcze godzinę do miejscowości Vasco. Stąd mam pociąg dalekobiezny do Jalgaon. Podróż pociagiem trwała jedyne 21 godzin i 20 minut, ale była niezwykle przyjemna. Po dotarciu do Jalgaon pakuje się do autobusu do Aurangabadu i tak spedzam kolejne 4 godziny. I oto jestem w Aurangabadzie, ale okazuje się , że nie ma miejsc w hotelach. Przysiadlam na krawezniku i dumam, co dalej, az tu  ktoś, zupelnie bezinteresownie, wskazuje mi rządowy hostel, który jest tani, są wolne pokoje i znajduje sie w zasiegu 100 metrow. O losie!

Rano, wyspana i zregenerowana, wsiadam do autobusu do Ellory i po  45 minutach jestem u celu.
Ellora to kompleks 34 jaskiń – świątyń położonych na terenie 3 km, składających się z 12 świątyń buddyjskich powstałych w latach 500-700AD, 17 hinduistycznych powstałych w latach 757-900 AD i 5 dzinyjskich z lat 900-1100. Te niesamowite jaskinie zostały wykute przez mnichów wszystkich wymienionych religii na przestrzeni pięciu wieków. Jaskinie są pięknie ozdobione rzeźbami, z niezwykłą wyobraźnią i precyzją. Najokazalsza to świątynia Kailasa, poświęcona bogu Siwie. Największa monolityczna jaskinia na świecie została wyrzezbiona przez 7000 robotników na przestrzeni 150 lat. Przeogromna grota została wykuta w jednym kawałku skały za pomocą dłut i mlotkow. Cóż tu dużo pisać, to naprawdę robi wrażenie, a człowiek czuje się tu taki maleńki i kruchy wobec czasu, przestrzeni i kamienia. Zwiedzam wszystkie świątynie, a największe wrażenie robi na mnie jaskinia nr 10 z ogromnym posagiem buddy oraz przepięknym sufitem. Do gustu przypadły mi też jaskinie dzinijskie, choć o wiele mniejsze niż pozostałe, najpiękniej ozdobione, z pozostałościami niezwykłych malowideł. Jaskinie w Ellora są cudowne i przeżyłam wspanialy dzień, wolno spacerując po kamieniach. Zadziwiajace jest to, ze obok siebie istnieja swiatynie trzech religii. Tolerancja, która przetrwala wieki.

Na zachod slonca wybralam sie zobaczyc Bibi Ka Maqbara, czyli grobowiec okreslany „taj mahalem dla ubogich „.

image
image

image

image

image

image

image

image

image

Ellora Caves, 28 Grudzien 2012

Read Full Post »

Wigilia

Święta w tym roku nietypowe, bo nieprzygotowane. Wszyscy mnie serdecznie zapraszali na Wigilię, ale kto pierwszy ten lepszy;-)) Miałam nic nie kupować, nie nie gotować, piec, zero sprzątania, w ogóle miałam tylko być. Fajnie, myślałam, raz w życiu pójdę na gotowe, Boże dzięki ci, że ten cały świąteczny chaos jest poza mną. Jakże ja się grubo myliłam. U koleżanki wylądowałam już o 15, gotowa zasiąść do wigilijnego stołu, ale stołu nie było. No cóż, przecież mogę to wszystko zorganizować. Parę chwil później okazało się, że nie ma opłatka, uszek, zupy grzybowej, a karp nadal pływa. Śmiałam się do rozpuku. Ale myślę, powoli, wszystko da się zrobić, i tak czekamy na chlopaka koleżanki, który dzielnie rozwoził paczki z Polski rodakom w Irlandii. Co chwila telefon kontrolny: ‚Artur, to za ile będziesz???’ A on, że za 5 godzin, za 4, nie wie, ale JUŻ jedzie do domu. No to jak tyle czasu, to chwyciłam za fartuch, nóż i do roboty. Sprawy nie ułatwiał dwulatek domagający się uwagi i 6-miesięczna księżniczka, którą przygarnęłyśmy pod opiekę, bo rodzicom przyszło pracować do… 21. Powolutku, myślę, oby 24 grudnia, a o której, jakie to miało znaczenie. Dorotka kroiła warzywa na sałatkę, ja pieczarki na wegańskie gołąbki. Do dziś nie wiem, dlaczego akurat te potrawy miały znaleźć się na wigilijnym stole, ale plan to plan, i trzeba się go trzymać. Kapucha się parzyła, farsz nabierał ostrości, a my humoru. Po gołąbkach ubijałyśmy śmietanę do ciasta, po 20 minutach okazało się, że Dorotka wlała 18, więc szanse marne. Ubijamy 30. Ciasto frunie do lodówy. Sos grzybowy teraz. Posłusznie robię, ale nagle pytam, a do czego ten sos??? No jak to, do pierogów… ruskich. Ok, nie protestuję, bo po co. Ja w końcu gość. A potem jeszcze uszka, to nic, że nigdy ich nie robiłam, zwijałam, czy gotowałam. Woda, mąką i You Tube, no bo trzeba jakoś to zawinąć. Dorota panikuje, że moje uszka piękne, zgrabne, mięciutkie, a jej pierogi się kleją i grube, więc może zrobimy pierogi jeszcze raz. O nie!!!!!Zresztą nie mamy już czasu. Karp, Dorota dzielnie ucina łeb, tylko co dalej??? Wrzucamy do naczynia żaroodpornego, posypujemy ziołami, papryka, cebula, por, kropimy oliwą i do piekarnika. Co będzie to będzie. Dwudziesta dobijała, a to był nasz i Artura deadline. Nagle telefon, więc mamy atak paniki, bo my nie gotowe, a Artur nam oświadcza, że jeszcze z pół godziny jak nic, bo paczkę musi Marcinowi zawieźć. Jakiemu Marcinowi???? Wybuchamy śmiechem. Mamy więc kolejne minuty do zagospodarowania. Przenoszę stół, palimy świece, ustawiamy wszystko,odkurzam, a Dorotka, że nie ma drewna do kominka, to znaczy jest, ale nie porąbane. Ja nie porąbię??? Lecę do garażu, odnajduję siekierę, ale jakoś nie mogę, ale obok jest piła, no to tniemy. Dorota popłakana dosłownie, ja się trzęsę, ze śmiechu. Mam cztery kawałki, lecę do kominka, posypujemy trocinami, zapałka, płonie;-)). No to teraz MY. Tusz, fluid, cienie lądują na kuchennym stole, jest prawie 21. Wchodzi Artur, wygląda jak zwłoki, ale uśmiechnięty. „Artur, no za wcześnie, my nie gotowe”. Ostatnie ruchy maskarą, wrzucamy uszka do gara, barszczyk do dzbanka na herbatę, opłatek w dłoń, ogień w kominku o dziwo bucha jak szalony i już są życzenia, uśmiechy, i radość, że się udało tego 24.

Read Full Post »

Anjuna

Na Goa w malej miejscowosci Anjuna co srode odbywa sie market. Fantastyczny!

image

image

image

Anjuna, 19 Grudzien 2012

Read Full Post »

Arambol

Arambol to najbardziej polnocna plaza na Goa. Jestem tu ze wzgledu na centrum jogi Iyengara i bede cwiczyc intensywnie, bo po to tu  przyjechalam. Pierwsze spjrzenie na plaze i wiem, ze mi sie podoba. Bardzo;-) Szeroka plaza to zasluga odplywu, piasek cieplutki, woda choc nie turkusowa, zacheca do zanurzenia stop i zaskakuje swoja temperatura. O dziwo niewielu tu krow, ale za to na glowniej drodze we wsi – kroluja. W Arambol nie brak miejsc do uprawiania jogi, masazu, reiki, tancow i innych aktywnosci. Pelno tu sklepikow z ubraniami i bizuteria,miejsc z sokami i koktajlami, a na plazy  funkcjonuja liczne restauracje z jedzeniem, nie tylko indyjskim. Wieczorem, tuz przed zachodem slonca, ludzie gromadza sie w jednym punkcie, by tanczyc przy rytmach bebnow. Zycie na Goa toczy sie leniwie, soczek, kawka, nalesnik, swieza papaja, herbata z imbirem, czy moja ulubiona herbatka masala. A widok na ocean nigdy sie nie nudzi. Zycie jest piekne;-)

image

image

image

image

image

image

Indie, Arambol, 19 Grudzien 2012

Read Full Post »

Przygotowania

Przygotowania do podrozy nie trwaly dlugo. Byla kwestia ustalenia trasy, ktora i tak jest wciaz nie znana. Chodzilo raczej o ogolny zarys, ktore kraje chcialabym odwiedzic. Wybor niby prosty, bo Indie, chocby nie wiem co, a reszta? I tak podroz zaczelam, a trasy nadal nie ma.

Kiedy rok temu powiedzialam, ze jade w podroz i rzucam prace, chyba nikt nie wzial mnie powaznie,nawet ja sama chyba nie za bardzo. Potem zaczely sie klopoty zdrowotne, wizyty lekarskie, ktore nie wnosily nic nowego. Nastepnie zaczal sie nowy rok, dni mijaly i w koncu wyznaczono termin w szpitalu na maj. Odczekalam swoje, w lipcu uzyskalam zgode na urlop bezplatny, kupilam bilet do Mumbaju na wrzesien i zaczelam przygotowania. . Nawet polecialam do domu sie pozegnac, zeby nie bylo, ze jestem wyrodna corka. I co? Zdarzyl sie ten wyrostek, dwa tygodnie przed odlotem. Plakalam w szpitalu non stop, bo to oznaczalo nie tylko, ze nie polece, ale ze i jogi nie bede cwiczyc jeszcze dobrych kilka mieiescy. Dramat. Zaczelam tez czytac fora, z ktorych sie dowiedzialam, ze minimalny okres rekonwalscencji i powrotu do aktywnosci fizycznej to 3 miesiace, a niektorzy nawet wspominali o 6 miesiacach. Przez dwa miesiace sie turlalam, wciaz mnie bolalo i klulo. Konca tego stanu nie bylo widac. W koncu zdalam sobie sprawe, ze jak nie wylece w grudniu, to bede musiala wszystko przelozyc na wrzesien przyszlego roku. I to mnie dobilo. Postanowialm wziac sprawy w swoje rece. Pojechalam do lekarza, zrobilam usg, pan powiedzial, ze moge fikac koziolki. Godzine pozniej mialam przebukowany bilet. Zabralam sie za przygotowania pelna para. Czytalam, czytalam, planowalam, w pracy przerabialam w glowie trasy pociagow i autobusow. Po ciezkich dwoch tygodniach pakowania calego dobytku, wymeczona, niewyspana, wylecialam. Chyba nie tylko ja odetchnelam z ulga.

Kwestie organizacyjne. Wiza indyjska uzyskana w Ambasadzie Indysjkiej w Dublinie, przyznana na 6 miesiecy. Lecialam liniami Turkisch Airlines z Dublina do Mumbaju, a potem jeszcze do Dabolim liniami IndiGo. Z Dabolim taksowka jedyne 1,5 godziny do Arambol. Moj plecak wazyl 8,5 kg plus aparat. To duzo za duzo i za tydzien jak bede opuszczac Arambol, mam plan, ze wyrzuce pare gratow.

Podroz zaczela sie 12 grudnia 2012. Piekna data, wybrana ze wzgledu na cene biletu.

Dodam jeszcze, ze choc nie mam zadnych obowiazkow poza kursem jogi, brak mi czasu na bloga. Ale wpisy beda.

No to w droge;-)

Read Full Post »

Read Full Post »